niedziela, 18 sierpnia 2013

Chapter 10: Room

Sherean’s POV
- Hej, co jest? – z zamyślenia wyrwał mnie dopiero głos Justina.
Nie wiem dlaczego wciąż tak zadręczam się przeszłością.
- Hmm? A. Nic się nie stało – zdecydowanie go nie przekonałam.
Zapatrzyłam się niby na ćwiczące dziewczynki, ale myślami byłam gdzie indziej. Po raz kolejny miałam ochotę się przy nim rozpłakać. Nie wiedziałam czy powinnam być mu wdzięczna, że przy nim mięknę, czy wręcz przeciwnie. Bo to właśnie przez niego tracę reputację twardej, nieugiętej Sherean.
Sprawił, że odwróciłam się do niego. Podniósł mi delikatnie podbródek, ale ja byłam nie ugięta i nie chciałam na niego spojrzeć. Nic dziwnego. Jak znam życie to pewnie bym się rozkleiła albo wypaplała wszystko, a nie chciałam się otworzyć przed nikim przez ostatnie 3 lata i jak na razie wolę tego nie zmieniać.
- Spójrz na mnie – powiedział łagodnie.
Złapałam się za łokieć i spojrzałam zupełnie w inną stronę. Byłam uwrażliwiona, jeśli chodzi o moją przeszłość, a szczególnie jedną osobę, o której właśnie nieświadomie mi przypomniał. W oczach pojawiły mi się łzy.
- Czemu…- nie skończył widząc pojedynczą łzę spływającą po moim policzku.
Delikatnie wytarł ją kciukiem i przyciągnął mnie do siebie. Oplótł swoimi ramionami, a ja poczułam, że tego właśnie mi było trzeba. Poczułam się bezpieczna i przez głowę przeleciała mi myśl zapewniająca mnie, że teraz już będę. Ale jak dotąd tylko w jednych ramionach czułam się bezpieczna.
Nagle mu się wyrwałam, nadal unikając jego wzroku. Sama sobie wydawałam się być zdrajczynią, choć teraz już nie mam kogo zdradzać.
Pociągnęłam nosem. Kątem oka widziałam, jak zaciska szczękę, lecz po chwili ja rozluźnia. Przybrał zatroskany wyraz twarzy.
- Powiesz mi co się dzieje?
Poczułam niewiarygodną potrzebę zwierzenia mu się z wszystkiego, ale dlaczego? Przez ostatnie kilka lat dawałam radę bez tego, czemu teraz ma się to zmienić?
Moje milczenie uznał za odpowiedź negatywną i również odwrócił wzrok. Widziałam zawód na jego twarzy i od razu łzy napłynęły mi do oczu. Zawiodłam kolejną osobę.
Zaczęłam płakać.
Justin’s POV
Tak najzwyczajniej w świecie zaczęła płakać. Spojrzałem na nią momentalnie i otworzyłem szeroko oczy. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że akurat tego się po niej nie spodziewałem.
Weź tu teraz człowieku coś zrób. Jak ją przytuliłem to się wyrwała. Spróbować jeszcze raz?
Zbliżyłem się odrobinę. Nachyliłem, mając nadzieję, że jednak na mnie spojrzy. Dłonie, którymi zakrywała twarz, wcale nie pomagały, tak dodam. Pogłaskałem ją delikatnie po ręce i już czułem jak się uspokaja. Po chwili spojrzała na mnie spod swoich pełnych łez rzęs.
- Cii…- delikatnie próbowałem ją do siebie z powrotem przyciągnąć. – Już jest dobrze – objąłem ją. - Przepraszam – oparłem podbródek o jej głowę, co znacznie mi ułatwił jej niski wzrost.
- Nie rób tak – wymamrotała w moją koszulkę.
- Ale jak? – odchyliłem się ciut zaskoczony i spojrzałem na nią.
Spojrzała na mnie, nareszcie! Ale po chwili znów spuściła wzrok i wtuliła się w klatkę piersiową. Nie powiem, że było źle.
- Nie przytulaj mnie tak – stwierdziła, co najdziwniejsze, wtulona we mnie.
Zaśmiałem się lekko.
- Jesteś pełna sprzeczności – nadal trwaliśmy w uścisku, a ja masowałem jej plecy, aż całkowicie się nie uspokoiła.
- Dlatego jestem sama – wymamrotała.
- Nie mów tak – oburzyłem się.
- Ale to prawda.
Odchyliłem się ponownie, by spojrzeć w jej lekko napuchnięte oczy. Tym razem odwzajemniła spojrzenie.
- Wcale nie musisz być sama – uśmiechnąłem się pocieszająco i zdałem sobie sprawę, że moje słowa miały drugie dno.
Uśmiechnęła się… tak! Właśnie to zrobiła. Nie wiem dlaczego, ale ubóstwiałem ten widok.
Patrzyliśmy tak na siebie i w gruncie rzeczy nie miałem pojęcia co mam zrobić. Gdybym był z każdą inną dziewczyną, pewnie bym ją pocałował, ale to Sherean. W dodatku ma chłopaka. Bo to, że znam ją zaledwie parę dni i przez nią dostałem, wcale mi nie przeszkadzało.
Przełknąłem ślinę, może ciut za głośno. Popatrzyła na mnie przerażona. Czemu? Uwierzcie, że nie tylko wy to chcecie wiedzieć.
- Mam pytanie… - zacząłem, a ona spojrzała na mnie wyczekująco. – Czy…? – nie zdążyłem dokończyć, kiedy zadzwonił jej telefon.
Nosz kurwa.
- Halo?
Powiedziała zaskakująco dobrze maskując to, że tuż przed chwilą totalnie się rozkleiła.
- No tak.
Uważnie ją obserwowałem.
- Kurwa. Ale jak to!? Ty chyba sobie ze mnie żartujesz?!
No i wróciła ta Sherean, którą poznałem.
- Jadę do ciebie.
- A co mnie to obchodzi!
I się rozłączyła.
Ona już nie była zdenerwowana, ona była wkurwiona.
Wykręcała kolejny numer.
- Brian?
- Odbierz Lilian z baletu.
Widziałem jak się jej trzęsą ręce. Dość, że ktoś ją wkurwił, to jest jeszcze czymś cholernie zaniepokojona.
- Teraz.

I znów się rozłączyła. Co za urocza istota…
-Muszę jechać – powiedziała.
Nie miała nawet odwagi na mnie spojrzeć. Chwyciła swoją torbę i już wychodziła, kiedy ją zatrzymałem.
- Chcesz w tym stanie kierować?
Spojrzała na mnie jakby to było coś najbardziej oczywistego na świecie.
- Nie pozwolę ci.
- Niby dlaczego? – rzuciła podirytowana.
Ugh…
Zabrałem jej kluczyki, które już zdążyła wyjąć.
- Ej! - krzyknęła. – Oddawaj je! – wyszedłem spokojnie, trzymając zdobycz w górze, tak by jej nie dostała.
Mogę się założyć, że właśnie przeklina swój niski wzrost.
- Naprawdę muszę jechać! Justin oddawaj kurwa te cholerne kluczyki! – krzyknęła, aż się przeraziłem.
Serio, musiała to wcześniej gdzieś ćwiczyć. Teraz zacząłem współczuć chłopakom z The Host.
- Wow, Słońce, nie denerwuj się. Zawiozę cię.
Spojrzała na mnie nadal zła.
- Miałeś po zajęciach wracać z siostrą.
- Plany się zmieniły, wsiadaj – otworzyłem drzwi od jej samochodu, tak na marginesie, jakby ktoś jeszcze się nie domyślił, to zdążyliśmy do niego dojść.
Usłyszałem jeszcze głośny pomruk niezadowolenia i mogłem się przyglądać jak z założonymi rękoma wsiada do samochodu.
Zamknąłem drzwi, okrążyłem samochód i sam wsiadłem. Siedzenia były niezwykle wygodne. Popatrzyłem na wnętrze auta. Byłem pod wrażeniem. Większość dziewczyn kupuje samochody na pokaz, tylko żeby ładnie wyglądały, a ten był niewiarygodnie dobrze wyposażony.
Trzymałem ręce na kierownicy i się rozglądałem, aż do momentu kiedy Sher mi to brutalnie przerwała.
- Skończyłeś? Może zrobisz zdjęcie? Będzie na dłużej – syknęła.
Uświadomiłem sobie, że powiedziała to samo, gdy po raz pierwszy się spotkaliśmy.
- Wiesz doskonale, że nie zawaham się tego zrobić – uśmiechnąłem się zawadiacko.
Przewróciła oczami, a ja się zaśmiałem.
- To gdzie tak w ogóle mam jechać.
- Do siedziby The Host.
No to się wjebałem. Jestem pewien, że mnie ciepło przyjmą #fuckingsarcasm


-------------------------------------------------
Wróciłam! Yeah! Po 29 godzinach w samochodzie jestem nareszcie w domu. Ale było warto. Polecam Bułgarię na wakacje, było cudownie.
A więc wracamy do Sassy Queen
CZYTASZ=KOMETUJESZ
to powinno być znane.
Myślę, że wizyta Justina w siedzibie The Host będzie przeurocza, nieprawdaż?
Wiem, że tak.
W każdym razie myślę, że następny rozdział Wam się spodoba. No i ten oczywiście też. Ostatnio miałam wrażenie, że piszę chaotycznie, ale to już wy ocenicie.
O i tak pomyślałam sobie, że chcielibyście zobaczyć jaki miałam piękny hotel ;3

wtorek, 6 sierpnia 2013

Chapter 9: Once

Sherean’s POV
- On ma rację – głos wyrwał mnie z zamyślenia.
Należał do Hope.
- Hę?
- Ten cały Justin czy jakkolwiek on się nazywa, wcale nie jest ci obojętny – stwierdziła łagodnym tonem, jak to miała w zwyczaju.
Zawsze była taka opanowana.
- Wątpię – rzuciłam niedbale.
- Oj przestań. Wiem, że teraz masz wszystko gdzieś, ale sama pomyśl. Traktujesz go inaczej niż wszystkich – wzięła łyk ze swojego kubka, oparta o blat w kuchni, nie spuszczała ze mnie wzroku.
- Sama nie wiem.
- Może to właśnie on pomoże wygrzebać ‘starą’ Sherean?
Nie odpowiedziałam nic, tylko upiłam trochę gorącej czekolady. Nastała cisza. Czemu każdy chce mi wmówić, że mam coś do Justina? Tak nagle. To zaczyna być męczące. Jakby na siłę chcieli mnie o tym przekonać. Jakby wszystko kręciło się wokół odzyskania starej Sherean.
Do kuchni weszła Lily w piżamie.
- Też chcę czekoladę! – krzyknęła naburmuszona.
- Już, już – zaśmiała się Hope.
Ja tylko na nią spojrzałam.
- Co się dzieje Sher? – spytała swoim słodkim głosem.
- Nic się nie dzieje Słoneczko – odstawiłam swój kubek i wzięłam ją na ręce.
Czekałam na małą pod szkołą. Kończyła dopiero za 5 minut. Nie wiedziałam po co tak wcześnie przyszłam, no ale nic. Więcej czasu do przemyśleń. Wbiłam więc wzrok w chodnik i się zawiesiłam. Byłam jak nie w tym świecie, aż pod szkołę nie podjechało nowe auto.
Poznałam je od razu, a serce podskoczyło mi do gardła.
Zaparkował niedaleko mnie, a ja nie miałam pojęcia co robić, więc postanowiłam nie robić nic. Stałam tak jak wcześniej. Oparta o auto i wpatrzona w chodnik. Kątem oka widziałam jak wysiada z samochodu i podchodzi do mnie. Oparł się o auto i podążając moim śladem, skupił wzrok w betonie. Czułam się dziwnie nieswojo.
- Przepraszam – powiedział w końcu, przerywając niezręczną ciszę.
- Nie przepraszaj, nie masz za co.
- Mam. Wyszedłem.
- Nie dziwie ci się.
Ta rozmowa wydawała mi się zbyt lakoniczna, ale lepiej taka niż żeby w ogóle jej nie było.
- Nie. Powinienem zostać – stwierdził i w tej samej chwili zabrzmiał dzwonek.
Nie minęła minuta, a dzieciaki zaczęły wybiegać ze szkoły. W tłumie zaczęłam szukać Lily, w gruncie rzeczy głównie dlatego, że nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Zacznijmy wszystko od nowa – zaproponował zwracając na siebie moją uwagę.
Spojrzałam na niego lekko zdziwiona.
- Justin – wyciągnął rękę.
Zaśmiałam się.
- Sherean – podałam mu rękę, a on tak jak za pierwszym razem, podniósł i złożył pocałunek.
Czułam jak moje policzki zrobiły się cieplejsze.
- Miło mi cię poznać – obnażył zwoje białe zęby w wielki uśmiechu.
- Mi ciebie też.
- Opowiedz mi coś o sobie.
Zaśmiałam się lekko. Ta sytuacja nadal mnie bawiła.
- Hmm… - udawałam, że się zastanawiam i znów zaczęłam się śmiać, a on razem ze mną.
- Sherean! – nie zdążyłam odpowiedzieć Justinowi, a Lily rzuciła mi się w ramiona.
Wzięłam ją na ręce.
- Cześć Justin – powiedziała, a ja otworzyłam szeroko oczy.
- Skąd…? – zaczęłam, ale Justin mi przerwał.
- Jej instruktorką baletu jest moja siostra. Często przychodzę do niej do pracy.
- No chyba, że tak – uśmiechnęłam się. – I jak było w szkole? – zwróciłam się do Lilian, ale nadal czułam jego wzrok na sobie.
- Nudno – stwierdziła za smutkiem.
Większość dzieci na poziomie mojej siostry jest zachwycone szkołą, no ale cóż. My zawsze musimy być inni.
- To co? Jedziemy na balet?
- Tak! – aż jej oczy zabłysły.
Zaśmiałam się i spojrzałam przepraszająco na Justina. Nawet miło się rozmawiało.
- Chętnie zobaczę się z siostrą – uśmiechnął się, na co ja zrobiłam to samo.
Justin’s POV
- Hej Jaz! – zawołałem już od progu.
- Hej braciszku, co ty tu robisz? – uśmiechnęła się widocznie zaskoczona moimi odwiedzinami.
- To już nie mogę odwiedzić własnej siostry? – spytałem urażony trzymając się za piersi na wysokości serca.
Spojrzała w stronę wejścia i zobaczyła Sherean razem z jej młodszą wersją.
- Ach, już rozumiem – zmierzwiła mi włosy.
- Ej!
- No już kochasiu – zaśmiała się.
- To nie tak.
- Zawsze tak mówisz, a potem jest tak samo.
- Nic na to nie poradzę.
Czułem się jakby odgrywała teraz rolę mojej matki.
Jazzmyn popatrzyła na Sher i chwilę ją obserwowała.
- Coś czuję, że z nią jednak będzie inaczej – spojrzałem na nią. – Znam się na ludziach, powinieneś mnie kiedyś wreszcie posłuchać! – oburzyła się, a ja się zaśmiałem.
Nie wińcie mnie, to naprawdę zabawnie wygląda.
- Posłucham – popatrzyłem na Sher.
- Taa, i chyba tylko dlatego, że radzę ci to samo, co sam byś zrobił – przewróciła oczami.
Collins już nie było, a do sali przybywało coraz więcej dziewczynek.
- Dobra, robi się tłoczno, a ty masz robotę. Zaczekam na ciebie i razem pojedziemy do domu.
Popatrzyła na mnie znacząco.
- Okay – powiedziała w końcu z założonymi rękoma.
Zaśmiałem się i już miałem iść do wyjścia, kiedy na kogoś wpadłem. To małe stworzonko przytuliło się do mnie. Spojrzałem na dół, a tam Lilian – mała Sher.
- Hej mała, co się stało?
Nawet na mnie nie spojrzała.
- Dziękuję – wymamrotała w moje spodnie.
Zmarszczyłem brwi.
- Za co? – automatycznie położyłem swoje dłonie na jej plecach.
- Dzięki tobie Sher znowu się uśmiecha.
Uśmiechnąłem się na samą myśl, że ta mała aż tak troszczy się o starszą siostrę. Kucnąłem naprzeciwko niej.
- Nie ma za co.
Musnąłem jej nosek palcem, a ona śmiesznie go zmarszczyła i pobiegła do koleżanek. Spojrzałem na lustro, po drugiej stronie którego musiała stać Sherean. Byłem ciekawy czy to widziała.
Sherean’s POV

To był niezwykle uroczy widok. Moja młodsza siostra przytulająca się do Justina. Mimowolnie się uśmiechałam.
- Hej – powiedziałam, kiedy tylko wszedł do pomieszczenia.
- Hej – podszedł do mnie i patrzyliśmy się oboje jak to jego siostra zaczyna zajęcia.
Z mojej twarzy nie znikał uśmiech.
- Widziałaś? – spytał w końcu, a ja tylko pokiwałam głową.
- Masz uroczą siostrę – spojrzałam na niego. – Jesteście strasznie podobne – stwierdził po chwili.
Poniekąd mogłam to uznać za komplement.
Popatrzyłam na niego. Nasze oczy się spotkały. Byłam pod wrażeniem głębi jego czekoladowych tęczówek. Hipnotyzowały. Jakby cały świat wirował. Nie wiedziałam co się dzieje. Tylko raz w życiu czułam coś takiego. Raz.
 
------------------------------------------
Pozdrowienia ze słonecznej Bułgarii! Znalazłam wifi i dzięki zapisanemu rozdziałowi, opublikowałam następny! Oh yeah!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
z resztą jak zawsze.
Następny będzie jak wróce.
Buziaki
Candice